Pewien czwartkowy deszcz szczęścia

          To był fajny dzień. Nawet bardzo. Ciepły poranek dawał oznaki słonecznego, a nawet upalnego dnia. Z moim przyjacielem Pawłem wsiedliśmy do pociągu. Kierunek: Legionowo. Tego czwartkowego południa byłam umówiona z tatą. T-A-T-Ą – jak to fajnie, a zarazem trochę dziwnie brzmi. Moi rodzice rozwiedli się kiedy byłam jeszcze dzieckiem. Jako mała, piwnooka blondyneczka pamiętam jak odwiedzał mnie w szpitalach. Wspomnienie niezbyt fajne, bo kończące się zawsze płaczem i smutkiem malej dziewczynki patrzącej jak tata oddalał się coraz dalej, aż znikał za drzwiami szpitalnego oddziału. Nigdy do nikogo nie miałam o to żalu.
Rozumiałam, że tak jest. Po prostu. Czasem tak bywa, że dwojgu ludziom się nie udaje, że rozstanie jest jedynym słusznym rozwiązaniem dla dwóch stron, a przede wszystkim dla dziecka.
          Z biegiem lat tata nie tylko znikł za szpitalnymi drzwiami, ale również z mojego życia. Nagle, po kilkunastu latach… Czeka na mnie na stacji. Nie widzi już małego dziecka z uroczym dołeczkiem, który uwydatniał się podczas beztroskiego uśmiechu. Widzi dojrzałą kobietę i stracony czas. Ja natomiast ujrzałam mężczyznę z moich dziecięcych wspomnień, może trochę starszego, z większą ilością zmarszczek na twarzy, które symbolizują przeminięcie bezpowrotnie tylu lat. Nie jest sam – za rękę trzyma go mała dziewczynka w różowej sukieneczce, mająca takie same oczy jak ja. To niesamowite! Zawsze marzyłam żeby być starszą siostrą. Pierwszy raz od kilkunastu lat zjedliśmy wspólny obiad, rozmawialiśmy i śmieliśmy się. Opowiadaliśmy o sobie i poznawaliśmy się na nowo.
Nareszcie wiem skąd u mnie zainteresowanie fotografią. Oboje kochamy portrety i zawsze nosimy przy sobie aparat. Łączy nas ta sama pasja i ta sama wrażliwość – czy to nie jest fantastyczne? Tata pokazał mi swoje albumy pięknych zdjęć, a po obejrzeniu ich wzieliśmy aparat i poszliśmy na długi spacer po lesie. Nagle zaczął padać deszcz i nadeszła burza. Tata zaczął robić mi spontaniczne zdjęcia i jednocześnie spełnił moje marzenie. Od zawsze marzyłam o sesji w deszczu, która pasowałaby do mojego ulubionego motta: w życiu nie chodzi o to, by przeczekać burzę, a o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu. Po twarzy spływały mi krople deszczu, które zatrzymywały się na moim uśmiechu. Padało coraz mocniej a ja czułam się wolna i taka szczęśliwa.

          Nigdy nie wiadomo co przyniesie nam los. Może w niektórych sytuacjach jednak trzeba przeczekać burzę, żeby potem zatańczyć w deszczu szczęścia? Może warto dać sobie i komuś drugą szansę? Każdy z nas popełnia w życiu błędy. Co nie znaczy, że nie da się ich naprawić. Wystarczy zrobić krok do przodu i wyciągnąć rękę, a smutny obraz z
dzieciństwa wypełnić nową teraźniejszością. Żyjąc wspomnieniami tracimy szansę na lepsze jutro. Musimy tylko dojrzeń do decyzji, że chcemy coś zmienić. Ja dojrzałam. I wiecie co? Kocham swoje życie, właśnie takie jakie jest!
Za nieprzewidywalność i takie dni jak ten czwartkowy.

This article has 1 comments

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *